Czuć, czy nie czuć?…
Dorota klewicz
Wszyscy chcemy czuć.
Czuć się potrzebni, chciani.
Czuć, że inni nas podziwiają i, że robimy coś, co ma znaczenie.
Co więcej! Przychodzi taki moment w życiu, że sukcesy, które zabrały nam pełne wigoru lata i czas maleńkości naszych dzieci… Te największe sukcesy, przestają napędzać jak kiedyś. Gdzie szukać sensu? Kiedy autorytety zawodzą a substancje chemiczne przestały być znośne dla dojrzałego ciała?…
Rynek bardzo szybko odpowiada. Specjaliści od astrologii, human design dla liderów i soul coaching. O ile z astrologią nie ma problemu – wiemy, że to kwestia wiary, nie nauki. O tyle dalej robi się naprawdę ciekawie.
Czym jest coaching? Wg jednego z moich mentorów, Macieja Bennewicza, “coaching to zorganizowany proces rozwojowy, oparty na partnerskiej relacji, mający na celu wspieranie klientów w osiąganiu jasno określonych celów, rozwoju kompetencji oraz uwalnianiu potencjału. Opiera się na systematycznym działaniu, ćwiczeniach i refleksji”. Bardzo lubię tę definicję, bo zawiera to co trzeba:
- mówi o relacji coach i coachee
- określa ramy celu
- jest procesowa
Coaching nie jest terapią, nie leczy. Nie skupia się na przeszłości, choć może o nią zahaczyć. Wchodzimy wszak w proces ze swoją historią, i to z niej wynika wiele blokujących przekonań. Coaching jest treningiem prowadzącym do zmiany.
To czym jest soul coaching? Treningiem… duszy?
Pracuję ze specjalistami terapii i rozwoju osobistego od przeszło 5 lat. Spod moich palców wyszło kilka stron internetowych a w mentoringu konsultowałam setki postów w kampaniach edukacyjno – marketingowych. Wzięłam udział w przeszło kilkuset godzinach warsztatowych w różnych nurtach. Jedne z zawodowych obowiązków, inne z ciekawości i dla własnego rozwoju. Wiesz co uważam za najcenniejsze? Kiedy praca terapeutyczna czy rozwojowa zwraca klientowi sprawczość i zdolność odczuwania w tu i teraz.
Paradoksalnie właśnie to, że chcemy czuć: chcemy czuć się chciani, potrzebni, docenieni, to powoduje, że tak łatwo naszą sprawczość oddajemy. Z bardzo ludzkiej potrzeby bycia zobaczonym i uznanym. Gabinet specjalisty stwarza warunki, które mogą sprzyjać rozwojowi lub czemuś przeciwnemu. Tym są dla mnie niezbadane metody “treningu duszy”. Miały wspierać a są ciepłym kocykiem i papciami, które zatrzymują na zbyt długo. Miało być w(s)parcie a jest w(y)parcie.
Czy jest coś pośrodku?
W moim, dość jeszcze młodym doświadczeniu, każda metoda, która sprawia, że masz w sobie więcej pewności i zaufania do siebie – wspiera. Jeśli po pracy rozwojowej jesteś w stanie zaakceptować siebie i codzienność taką, jaka jest – to wspiera. Zachowując swoje pragnienia, swoje marzenia i cele, jesteś w stanie być tu i teraz – jesteś w dobrym miejscu. Jeśli zaś punktem odniesienia jest specjalista a Ty żyjesz mrzonkami o tym co będzie, albo żalem po tym co było – coś w tej relacji powinno Cię zaalarmować. Jeśli myślisz o sobie słowami usłyszanymi na sesji rozwojowej – daleko Ci jeszcze do bycia z sobą w życzliwości. Dlatego tak ważne jest, by specjalista wzmacniał Twoje zaufanie do siebie, a nie stawał się głównym punktem odniesienia.
I na zakończenie chciałam Cię prosić, abyś pozwolił, pozwoliła, przyjść do Ciebie wnioskom z Twojego doświadczenia. Może zatrzyma Cię chwila refleksji nad osobami, które Tobie towarzyszą, lub towarzyszyli, na drodze rozwojowej. Może chciałabyś się podzielić jakąś myślą.
Nawet jeśli to myśl, że nie mam racji. I to jest ok. W końcu nie musimy doświadczać życia w ten sam sposób. A już na pewno nie musimy pragnąć tych samych wartości. Może w gruncie rzeczy, nie wszyscy chcemy czuć.


Cześć, to jest komentarz.
Aby zapoznać się z moderowaniem, edycją i usuwaniem komentarzy, należy odwiedzić ekran komentarzy w kokpicie.
Awatary komentujących pochodzą z Gravatara.